Fyrstenberg: Musiałbym mieć szklaną kulę, żeby przewidzieć wydarzenia w Sopocie

W 2017 roku Mariusz Fyrstenberg zakończył tenisową karierę, ale na brak zajęć na sportowej emeryturze nie narzeka. Ostatnio utytułowanego polskiego deblistę całkowicie pochłania praca przy turnieju ATP Challenger – Sopot Open, którego jest dyrektorem. – Dla mnie to spełnienie marzenia – mówi w wywiadzie Mariusz Fyrstenberg, który raczej nie tęskni za życiem tenisisty. – Jak pomyślę, że znowu miałbym wrócić do tej rutyny dnia meczowego, to muszę przyznać, że robi mi się niedobrze – zdradza.

Turniej Sopot Open 2018 zostanie rozegrany w dniach 30.07-05.08 na kortach klubu Arka Gdynia. Pierwotnie impreza miała się odbyć w Sopocie, ale ze względu na toczący się spór odnośnie własności kortów, została przeniesiona do Gdyni.

– W tamtym roku oficjalnie zakończył pan tenisową karierę, ale chyba nie narzeka pan na brak obowiązków, prawda?

– Faktycznie tak jest. Po zakończeniu kariery sportowej zostałem w tenisie, ale już w trochę innym charakterze. Cieszę się, że mogę kontynuować moją przygodę jako ambasador akcji promującej tenisa w Polsce – „Dzieciaki do rakiet“, ale nie ukrywam, że teraz głównie koncentruję się na organizacji zawodowego turnieju Sopot Open. Dla mnie to spełnienie marzenia, ponieważ od kilku lat myślałem o tym, aby coś takiego zrobić. Docelowo chcę żeby ten turniej miał rangę imprezy ATP World Tour, tak jak miało to miejsce kiedyś.

– Po zakończeniu kariery wielu sportowców ma problemy z rozpoczęciem „nowego życia“. Pan wcześniej planował, co chce robić na sportowej emeryturze i dlatego nie ma tego typu problemów?

– Jeszcze kiedy byłem zawodnikiem, to w szatni często rozmawialiśmy o tym, że po zakończeniu kariery człowiek niejako zderza się ze ścianą. Mi udało się tego uniknąć, ale zgadzam się z tym, że to przejście nie jest łatwe. Akurat ja ze sportu przeniosłem się do biznesu i do tego też trzeba było się przystosować. W sporcie jeśli jesteś dobry, to dasz sobie radę, a jeśli nie, to nie. Sprawa jest prosta. W biznesie natomiast decyduje wiele zmiennych czynników i nie zawsze wszystko zależy tylko od ciebie. Dla mnie to są zupełnie nowe doświadczenia, ale mam takie szczęście, że otaczam się ludźmi, którzy mają fajną wizję i podejście do pracy przy turnieju.

– Patrząc z perspektywy czasu, czy czegoś brakuje panu w życiu bez zawodowego uprawiania sportu?

– Na pewno brakuje adrenaliny, ale czy samych turniejów tenisowych? Nie, nie sądzę. Jak pomyślę, że znowu miałbym przygotowywać się do meczów i wrócić do tej całej rutyny dnia meczowego, która towarzyszyła mi przez ponad 20 lat, to muszę przyznać, że robi mi się niedobrze. Uważam, że podjąłem właściwą decyzję o zakończeniu kariery. Mogłem nawet zrobić to rok wcześniej, ponieważ w ostatnich miesiącach kariery trapiły mnie kontuzje i z tego powodu pojawiał się dodatkowy stres.

– Zmieńmy trochę temat. Chyba dobrze zna już pan trasę Warszawa-Trójmiasto?

– Ha, ha, ha. To prawda! Raz na tydzień, a czasami nawet dwa razy na tydzień odwiedzam Trójmiasto. Taki jest minus tego, że robi się turniej w mieście, w którym się nie mieszka. Z drugiej jednak strony, Trójmiasto jest wyjątkowe i jest jedną z najlepszych lokalizacji do organizacji dużego turnieju tenisowego.

– Jakie znaczenie dla samych zawodników ma to, że turniej jest w nadmorskiej miejscowości, gdzie jest przyjemny klimat i nie brakuje atrakcji? Jest to istotny czynnik przy ich organizacji kalendarza startów?

– Najważniejsze jest to, czy w danym turnieju już grali i jakie rezultaty osiągnęli. Zawodnicy mają swoje indywidualne preferencje – w jednych miejscach czują się dobrze i często je wybierają, a w inne nie jeżdżą wcale. Poza tym liczy się nawierzchnia i miejsca innych startów. Samo to, że turniej jest rozgrywany w miejscowości, w której rodzina zawodnika może odpocząć, też ma znaczenie. Nie największe, ale ma.

– Co takiego wyjątkowego jest w Trójmieście? Pewnie często słyszy pan to pytanie – jakie czynniki zadecydowały o tym, że organizuje pan właśnie Sopot Open?

– Decydowało o tym wiele czynników. Przede wszystkim mam wielki sentyment do tego miejsca. Właśnie tam kariera moja i Marcina Matkowskiego nabrała tempa, dostaliśmy kredyt zaufania, a później graliśmy tam wiele turniejów. Z tego względu mam takie wewnętrzne poczucie, że teraz muszę coś dać od siebie. Poza tym Sopot – bo tam pierwotnie miał się odbyć turniej – jest prosportowym miastem, a dba o to głównie pan prezydent Karnowski. Cieszę się, że mimo tego, iż impreza została przeniesiona do Gdyni, to miasto Sopot zostało przy mnie. Liczę, że za rok turniej wróci do tego miasta.

– Przyzna pan, że Sopot Open w Gdyni, to jednak trochę paradoks…

– Nie da się ukryć, jest to mały paradoks. Oba miasta dzieli jednak chyba tylko siedem kilometrów, a Sopot pozostał sponsorem tytularnym, więc nie widzę powodu dla którego nazwa miałaby zostać zmieniona. Może jest to trochę dziwne i kole w oczy, ale sytuacja wymusiła na nas podjęcie takiej decyzji. Dodam tylko, że jako zawodnik grałem w imprezach, które nie były rozgrywane w miastach, które miały w nazwie. Tak było chociażby w Amsterdamie, Kuala Lumpur czy w turniejach w Chinach. Nie jest to zatem aż tak dziwna rzecz.

– Rozpoczynając wszystkie starania o organizację imprezy miał pan świadomość, że ze względu na skomplikowaną sytuację kortów w Sopocie, mogą pojawić się takie problemy?

– Problemy problemami, ale zakładałem, że żyjemy w cywilizowanym kraju i jakieś prawo obowiązuje. Absolutnie nie wyobrażałem sobie sytuacji, że korty zostaną zablokowane. Musiałbym mieć kryształową kulę w domu, żeby coś takiego przewidzieć (śmiech). Jako organizator turnieju ja biorę na siebie odpowiedzialność związaną z przeniesieniem turnieju i tym bardziej cieszę się, że partnerzy biznesowi i sponsorzy dali mi kredyt zaufania i zostali ze mną.

– Czy przez takie zmiany na miesiąc przed startem turnieju, przedstawiciele ATP mogą jakoś negatywnie patrzeć pod kątem organizacji imprez w kolejnych latach?

– Pierwszy telefon wykonałem do przedstawicieli ATP. Na szczęście oni również dali mi kredyt zaufania, a co więcej, powiedzieli, że takie sytuacje się zdarzają i nie są one wcale takie rzadkie. Mam świadomość, że jest to pewnego rodzaju rysa na turnieju, ale dla mnie ważne jest to, że się on odbędzie i mam pełne wsparcie od ATP.

– Na kortach w Gdyni mają pojawić się m.in. Tommy Robredo i Nicolas Almagro. Występ tych zawodników jest już pewny?

– Tak, mogę to potwierdzić. Mam nadzieję, że obaj nie będą mieli problemów zdrowotnych i wezmą udział w turnieju. Wprawdzie Almagro ostatnio zmagał się z urazem, ale powinien być gotowy. Robredo niedawno wygrał challengera w Portugalii, więc jest w dobrej formie. Do turnieju przygotowuje się też Jurek Janowicz, który długo zmagał się z kontuzją.

– Te nazwiska powinny przyciągnąć kibiców na trybuny. Tym bardziej, że od poniedziałku do piątku wstęp na mecze będzie bezpłatny. Na co jeszcze mogą liczyć kibice, którzy pojawią się na kortach w Gdyni?

– Pomyśleliśmy o wszystkich kibicach. Dla najmłodszych zostanie przygotowana tenisowa strefa, gdzie dzieci poza sportowymi grami i zabawami będą mogły postawić pierwsze kroki na mini korcie. W ramach turnieju odbędzie się również Akademia Młodych Talentów, podczas której będzie można podejrzeć wielopłaszczyznowy trening wyselekcjonowanej grupy młodych polskich zawodników. W piątek 3 sierpnia razem z fanami tenisa będę wspominał najlepsze momenty mojej kariery sportowej. Kibice będą mogli skorzystać również z oferty foodtrucków, które na czas naszego wydarzenia pojawią się na kortach Arki. Pogoda powinna dopisać, fajne nazwiska na korcie, organizacja czasu dla dzieci i darmowy wstęp – czego chcieć więcej?

– Jak wiele wysiłku kosztuje pana praca przy organizacji turnieju? Po jego zakończeniu będzie potrzebna dłuższa przerwa na „powrót do świata żywych“?

– Zdecydowanie tak. Wprawdzie najbardziej intensywny okres organizacyjny jest już za nami, ale cały czas jest co robić. Najbardziej stresujący był moment, kiedy skomplikowała się sytuacja z kortami w Sopocie. Na szczęście jest taki obiekt, jak Arka Gdynia i cieszę się, że poradziliśmy sobie z tymi wszystkimi trudami.

ROZMAWIAŁ MARCIN MICHALEWSKI

Twitter: @m_michalewski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s