Magdalena Fręch: Poczułam, że to wszystko nie jest takie odległe

Magdalena Fręch, po bardzo udanym ubiegłym roku, w którym awansowała z 320. na 163. miejsce rankingu WTA, od mocnego uderzenia rozpoczęła nowy sezon. Podczas swojego debiutu w Australian Open przeszła eliminacje, a następnie rozegrała niezły mecz w głównej drabince z Carlą Suarez Navarro. 20-letnia łodzianka przegrała 5:7, 3:6, ale sam start w wielkoszlemowej imprezie powinien być cennym doświadczeniem. – Ono procentuje stopniowo, najpierw na mniejszych turniejach, a później na większych – przyznała w wywiadzie Magdalena Fręch, która ma jasno sprecyzowany cel na ten rok. – To awans do pierwszej setki rankingu WTA. Będę robić wszystko, aby to osiągnąć.

– Masz za sobą świetny debiut w Australian Open. Przed startem w eliminacjach zapewne myślałaś o tym, jak to wszystko może się ułożyć. Zakładałaś taki scenariusz, jaki miał miejsce?

– Przed Australian zakładałam sobie różne scenariusze. Głównym celem, który jeszcze przed turniejem wydawał się odległy, ze względu na to, że był to mój pierwszy Wielki Szlem, był awans do drabinki głównej. Każdy mecz był tak samo dużym wyzwaniem. Szczególnie pierwszy eliminacyjny, któremu towarzyszyło trochę nerwów. Oczywiście z każdym meczem cele się zmieniały. Na przykład już przed pierwsza rundą turnieju głównego celem była druga.

– Po porażce z Carlą Suarez Navarro stwierdziłaś, że przede wszystkim zabrakło ci doświadczenia. Jaki zatem bagaż doświadczeń zebrałaś w Melbourne, co może okazać się najbardziej przydatne w kolejnych startach?

– Do tej pory nie miałam zbyt wielu okazji, żeby grać z zawodniczkami z czołowej pięćdziesiątki rankingu, więc naturalne jest, że z każdym takim meczem zdobywam więcej doświadczenia. Ono procentuje stopniowo, najpierw na mniejszych turniejach, a później na większych . Przede wszystkim jednak zobaczyłam, że to wszystko jest w moim zasięgu. Ten turniej dodał mi pewności w grze.

– W eliminacjach rozegrałaś trzy mecze, a zaraz później rywalizowałaś w głównej drabince. Wiadomo, że warunki pogodowe były trudne. W meczu z Suarez Navarro byłaś w stu procentach „świeża“ i gotowa do walki?

– Niestety, ze względu na deszcz nie miałam ani jednego dnia odpoczynku między meczami. A to na pewno by mi pomogło. Eliminacje powinny zakończyć się dzień wcześniej niż miało to miejsce. Upał w tym przypadku był moim najmniejszym zmartwieniem. Zwłaszcza, że organizm był przygotowany i znosił wysokie temperatury bardzo dobrze. Jeśli chodzi o sam mecz z Carlą Suarez Navarro, to jak się później okazało, mogłam lepiej trafić w pierwszej rundzie… (śmiech)

– Australian Open to dla ciebie nowe doświadczenie. Jakie wrażenie zrobił na tobie cały turniej?

– Zdecydowanie jest to najlepszy i zarazem największy turniej w jakim miałam okazję grać do tej pory. Podczas Australian Open wszystko jest na najwyższym poziomie. Organizacyjnie, to kosmos! Ponadto są tam niesamowici kibice, dla mnie szczególnie ważne, że liczną grupę stanowią Polacy.

– Masz za sobą świetny 2017 rok, jesteś w drugiej setce rankingu WTA. Po Australian Open zapowiedziałaś, że niedługo chcesz wskoczyć do TOP 100. To cel już na ten sezon?

– Dokładnie tak. Poczułam, że to wszystko nie jest takie odległe, jak mogłoby się wydawać. Jest to jak najbardziej osiągalne. Dlatego też moim celem na ten rok jest właśnie TOP 100 rankingu WTA i będę robić wszystko, aby to osiągnąć.

– Udany start w Melbourne, kolejny awans w rankingu, a do tego włączenie do programu „Grand Slam Grants financed by the Grand Slam Development Fund“. Kiedyś bywało różnie, ale czy teraz można stwierdzić, że kariera Magdaleny Fręch jest na właściwych torach?

– Myślę, że zmierzam w dobrym kierunku, ale to początek drogi i jeszcze wiele przede mną. Teraz skupiam się na dążeniu do wspomnianego celu i jednocześnie na udoskonalaniu swojej gry.

– Na koniec pytanie o ubiegłoroczny mecz z Aminą Anshbą podczas turnieju ITF w Lipsku. Rozegrałyście tam wymianę, o której sporo się mówiło – trwała ponad pięć minut i liczyła ponad 140 uderzeń. Kibice do dzisiaj zastanawiają się czy było jakieś drugie dno tej rywalizacji…

– To był tie-break w decydującym secie, więc jak na to nie patrzeć, każda piłka miała duże znaczenie. Przeciwniczka każda piłkę podnosiła do góry, a ponieważ piłki nie były już nowe, to ciężko było cokolwiek zrobić. Raczej cały mecz starałam się atakować, ale na „mączce“ piłki szybko „kapcieją“ (tracą jakość i gorzej się odbijają – red.). Dodatkowo na turniejach z pulą nagród 25 tys. zmiana na nowe jest co 11-13 gemów, więc nie jest łatwo kończyć wymiany szybciej . Niemniej cieszę się, że wytrzymałam trudy tego meczu i później mogłam cieszyć się ze zwycięstwa w całym turnieju.

Rozmawiał Marcin Michalewski
Twitter: @m_michalewski

 

Fot. Facebook/Magdalena Fręch

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s