Jerzy Janowicz. Najciekawsze mecze w sezonie 2013

Sezon 2013 dla Jerzego Janowicza już się zakończył. Nie było tak spektakularnego zakończenia, jak przed rokiem, ale patrząc przez pryzmat całego sezonu można pokusić się o stwierdzenie, że Polak wykonał kolejny ważny w swojej karierze krok. Łodzianin kończy tenisowy rok w trzeciej dziesiątce rankingu ATP, dokładnie na 21. miejscu. Biorąc pod uwagę to, że przystępował on do sezonu z dosyć trudnym zadaniem, utrzymaniem miejsca w TOP 30, wywalczonego głównie dzięki finałowi w turnieju BNP Paribas Masters 2012, awans do kilka lokat trzeba rozpatrywać w kategoriach dobrze wykonanej roboty. Statystyki sezonowe może nie robią zbyt dużego wrażenia – 27 meczów wygranych, 20 przegranych i tylko jeden wywalczony półfinał – ale emocji związanych z występami popularnego „Jerzyka” nie brakowało. Polak rozegrał kilka spotkań, które powinny pozostać w pamięci kibiców na długo. Wybrałem pięć, w mojej opinii najciekawszych.
1. Jerzy Janowicz kontra Somdev Devvarman 6:7, 3:6, 6:1, 6:0, 7:5 – Australian Open
Pierwszy duży turniej i od razu wielkie oczekiwania ze strony polskich kibiców, mających ciągle w pamięci sukces z hali Bercy w Paryżu. Pierwszą rundę wielkoszlemowej imprezy na Antypodach Polak przeszedł, jak burza, nie oddając Tomasowi Belluciemu ani jednego seta. Ten wyczyn miał być powtórzony w drugiej rundzie. Wszak naprzeciw najlepszej polskiej rakiety stanął Hindus Somdev Devvarman, notowany wówczas na 551. miejscu w rankingu ATP. Z różnych względów spotkanie okazało się dla Janowicza jednym z najtrudniejszych w sezonie. Polak przegrywał już 0:2 w setach i wszystko wskazywało, że przegra z kretesem. Mało znany wówczas Hindus rozgrywał świetne zawody, a do tego naszemu zawodnikowi puszczały nerwy. Znany z wybuchowego charakteru Janowicz kłócił się z panią sędzią, o niektóre decyzje (na korcie, na którym rozgrywano mecz nie było systemu hawk-eye). To właśnie podczas tego meczu padły słowa: „How many times?!”, które później były cytowane przez media i kibiców na całym świecie. Polak krzycząc w kierunku pani sędzi w ten sposób, chciał się dowiedzieć, jak często będzie ona podejmowała takie, a nie inne decyzje. Wydawało się, że w takich okolicznościach, przy stanie 0:2 Janowicz nie będzie już nic w stanie zrobić. Łodzianin pokazał jednak charakter. Wygrał dwa kolejne sety, oddając rywalowi zaledwie gema, a w decydującej partii zwyciężył 7:5. Comeback, jak z bajki. Po tym zwycięstwie najwięcej mówiło się oczywiście o zachowaniu „Jerzyka”. Dla jednych był to popis chamstwa i prostactwa, dla innych jego naturalna wybuchowość, z której słynie. Niemniej jednak wtedy Polak trochę przesadził. Za swoje zachowanie został nawet ukarany grzywną w wysokości 2500 dolarów amerykańskich.
2. Jerzy Janowicz kontra Jo-Wilfried Tsonga 6:4, 7:6 – Rzym
ATP World Tour Masters 1000 w Rzymie, to zdecydowanie jeden z najlepszych turniejów w wykonaniu naszego tenisisty w tym sezonie. Polak osiągnął tam ćwierćfinał, a po drodze do niego wyeliminował dwóch graczy z czołowej dziesiątki. W drugiej rundzie o sile Janowicza przekonał się wówczas ósmy zawodnik świata, Jo-Wilfried Tsonga. Mimo że za Francuzem przemawiały wszystkie znaki na niebie, to Janowicz wspiął się na absolutne wyżyny. W niektórych momentach aż trudno było uwierzyć, że człowiek mierzący ponad dwa metry może tak dobrze poruszać się po korcie. Tym bardziej po ceglanej nawierzchni, która jest przecież handicapem dla bardziej zwinnych zawodników. Łodzianin doskonale serwował, nadspodziewanie dobrze poruszał się po korcie, wytrzymując długie wymiany, a przy tym dysponował silną bronią w postaci skutecznego forehandu. To wszystko wzbogacone specjalnością Polaka – kąśliwymi dropszotami, doprowadziło go do triumfu nad kolejnym rywalem ze ścisłej czołówki. O tym, jak bardzo ważne było to dla niego zwycięstwo może świadczyć fakt, iż po ostatniej piłce Polak ze szczęścia zdarł z siebie koszulkę. Po meczu pojawiały się szydercze komentarze w stylu: „Wszystko świetnie, tylko koszulki szkoda…”.
3. Jerzy Janowicz kontra Richard Gasquet 3:6, 7:6, 6:4 – Rzym
Ponownie Rzym. Ponownie rywal z TOP 10. Ponownie Francuz. I ponownie zwycięstwo. O ile w przypadku rywalizacji z Tsongą naszemu tenisiście wszystko układało się całkiem nieźle, o tyle w meczu z Gasquetem było już znacznie ciężej. Dysponujący jednym z najlepszych jednoręcznych backhandów na świecie Francuz w pierwszym secie znalazł sposób na Polaka i wygrał tę partię. Wtedy ponownie znać o sobie dał charakter Polaka. Po zaciętej rywalizacji w drugiej partii, która zakończyła się tie-breakiem i wygraną łodzianina, w kolejnej ponownie triumfował nasz wieżowiec. Takie zwycięstwa, bez wątpienia, mają istotny wpływ na kształtowanie się charakteru i dodają pewności siebie. Na konto Janowicza można było więc zapisać nie tylko rankingowe punkty, ale też bezcenne doświadczenie.
4. Jerzy Janowicz kontra Łukasz Kubot 7:5, 6:4, 6:4 – Wimbledon
Polski ćwierćfinał na Wimbledonie trzeba uznać za tenisowe wydarzenie roku dla naszego tenisa. Szum medialny, jaki wytworzył się wokół tego wydarzenia był niesamowity. I to nie tylko w mediach rodzimych, ale też zagranicznych. Mecz sam w sobie nie należał do szczególnie efektownych. Kubot bardzo się starał, ale Janowicz był o klasę lepszy i kontrolował grę. Warto przypomnieć, że jednym z kluczy do końcowego sukcesu łodzianina była piekielnie dobra dyspozycja serwisowa. Pod tym względem był to jeden z jego najlepszych występów w tourze. Janowicz zakończył spotkanie z 30 asami na koncie i efektownym wynikiem zwycięskich piłek po pierwszym serwisie – 90 procent. Co ciekawe, po meczu mniej niż o samej grze mówiło się o… geście, który wykonali Polacy po ostatniej piłce. Obaj panowie życzliwie podziękowali sobie za grę długo trwającym uściskiem, a na koniec wymienili się koszulkami. Te obrazki zalały później serwisy sportowe na całym świecie. Dziennikarze zagranicznych mediów byli zachwyceni postawą Polaków. – Z koszulkami to był mój pomysł. Chciałem, żeby ta chwila, z Polakami w ćwierćfinale, została jakoś specjalnie uwieczniona. Żeby w świat poszła informacja, że się szanujemy, lubimy, żeby zareklamować polski tenis – powiedział później Kubot, który lepszej reklamy naszego tenisa nie mógł sobie wymarzyć.
5. Jerzy Janowicz kontra Rafael Nadal 5:7, 4:6 – Paryż, Bercy
Na koniec ostatni mecz Polaka z tego sezonu i zarazem jedyny przegrany, który wybrałem. Dlaczego? Ponieważ mimo porażki Polak zostawił po sobie niezłe wrażenie i wlał w serca kibiców nadzieje na jeszcze lepsze wyniki w przyszłym roku. Spektakularnego wyniku, jak przed rokiem nie było, ale obecnie Janowicza nie można już traktować jako zupełnie niedoświadczonego gracza, ale coraz bardziej liczącego się zwodnika. Takiego, którego powinni obawiać się wszyscy. W rywalizacji z liderem światowego rankingu łodzianin nie ugrał nawet seta. Pokazał jednak kilka efektownych zagrań. Kibicom w Paryżu, którzy doskonale pamiętają wyczyn Polaka sprzed roku, najbardziej podobały się piekielnie mocne serwisy. Po wystrzeleniu jednego z nich z prędkością 234 km/h Polak prężył muskuły, a publika wręcz szalała. Bercy to jego hala i chyba tak będzie jeszcze długo. Wbrew pozorom, Nadal musiał się trochę namęczyć, aby zwyciężyć w dwóch setach. Janowicz pozostawił po sobie niezłe wrażenie, a o gemie, w którym zaserwował cztery asy z rzędu i wygrał go w 49 sekund będzie się mówiło jeszcze długo.
MARCIN MICHALEWSKI
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s