Nastał czas nasz

Bardzo długo na barkach Agnieszki Radwańskiej ciążyły oczekiwania polskich kibiców, głodnych międzynarodowych sukcesów. Polka radziła sobie raz lepiej, raz gorzej – raz potrafiła wprawić w euforię, by następnie zawieść swoich rodaków. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w ostatnich sezonach kibicom polski tenis kojarzył się tylko ze starszą z sióstr Radwańskich. Niektórym może jeszcze z Marcinem Matkowskim i Mariuszem Fyrstenbergiem, ale umówmy się – pod względem popularności debel wciąż jest lata świetlne za rywalizacją singlową. Dlatego mieliśmy do czynienia z sytuacją w stylu: „mówisz polski tenis, myślisz Agnieszka Radwańska”. Na szczęście, od jakiegoś czasu postrzeganie polskiego tenisa mocno ewoluowało. I jest to zasługa samych zawodników, którzy coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w tourze.

W listopadzie ubiegłego roku na pułapie Agnieszki Radwańskiej (przynajmniej pod względem zainteresowania) znalazł Jerzy Janowicz, o którym cały sportowy świat usłyszał po wygranym meczu z Andym Murrayem w Paryżu. Wcześniej swoje duże możliwości potwierdziła z kolei młodsza z sióstr Radwańskich – Urszula, która „wskoczyła” do czołówki kobiecego rankingu. Biorąc pod uwagę to, że mamy jeszcze doświadczonego i wciąż nieobliczalnego Łukasza Kubota, można powiedzieć, że w końcu doczekaliśmy momentu, w którym polski tenis to coś więcej niż tylko jedna zawodniczka.

To zresztą odzwierciedlają wyniki nie tylko w indywidualnych turniejach ATP i WTA, ale również, a może przede wszystkim – w imprezach międzypaństwowych: Davis Cup i Fed Cup. Tutaj progres widać, jak na dłoni. Szczególnie w przypadku męskiego tenisa, który powstaje z kolan i powoli wydostaje się z dna. Janowicz i Kubot w obecnej formie pozwalają wierzyć w awans do grupy światowej. Wprawdzie z tonu mocno spuścił nasz najlepszy debel Fyrstenberg/Matkowski, ale przecież w Davis Cup wystarczy, że mecze będą wygrywali singliści.

Nie da się ukryć, że w przeciągu roku męska reprezentacja Polski wykonała olbrzymi krok do przodu. Sam przyznam, że kiedy w lutym ubiegłego roku nasi tenisiści mierzyli się w ramach Davis Cup z ekipą Madagaskaru, nie wierzyłem, że w niedługim czasie będziemy mieli realne szanse na awans do elity. I miałem ku temu podstawy, ponieważ wtedy w składzie zabrakło Kubota, który wolał grać na własny rachunek w innej imprezie, a Janowicz (notowany wtedy na 229. miejscu w rankingu ATP) i Grzegorz Panfil (381. ATP) prezentowali przeciętny poziom.

Teraz sprawa wygląda inaczej. Janowicz nie jest już nieopierzonym młokosem, tylko zawodnikiem z  większym bagażem doświadczeń, przede wszystkim ogrywa się na największych imprezach w tourze. Z kolei Kubot ma świadomość, że teraz ta drużyna może walczyć ze wszystkimi, a awans do grupy światowej nie jest tylko pobożnym życzeniem, ale realnym celem na najbliższe miesiące.

Swoją cegiełkę dołożyli również polscy kibice, którzy coraz liczniej pojawiają się na tenisowych imprezach. Czując wsparcie z ich strony, biało-czerwoni mają dotykową mobilizację, której być może kiedyś brakowało. Bez wątpienia polski tenis idzie w dobrym kierunku. Świat nas dostrzega i coraz bardziej się z nami liczy. Nastał nasz czas i oby trwał, jak najdłużej!

Znajdź mnie na Twitterze/Follow me on Twitter

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s